Stany Zjednoczone są najpotężniejszym państwem świata i głównym gwarantem bezpieczeństwa Europy. Można mieć różne sympatie polityczne, można inaczej oceniać poszczególne administracje w Waszyngtonie, ale jednego odpowiedzialny polski polityk nie ma prawa kwestionować: bez silnej obecności USA w Europie nie ma trwałego bezpieczeństwa Polski.
Dlatego strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest jednym z filarów polskiej racji stanu.
Dziś Polska stoi przed historyczną szansą. Musimy zrobić wszystko, aby obecność wojsk amerykańskich w Polsce została nie tylko utrzymana, ale wzmocniona i trwale zakotwiczona. Musimy zabiegać o stałą amerykańską obecność w Polsce, o większą liczbę żołnierzy USA na naszej ziemi, o centrum dowodzenia, logistykę, infrastrukturę, przemysł zbrojeniowy, atom, technologie i kapitał. To nie jest kwestia prestiżu. To jest kwestia bezpieczeństwa, rozwoju i miejsca Polski w historii XXI wieku.
Stała obecność amerykańskiej armii w Polsce oznacza, że atak na Polskę przestaje być dla Kremla abstrakcyjnym ryzykiem politycznym, a staje się bezpośrednim starciem z najpotężniejszą armią świata. To jest prawdziwe odstraszanie. To jest realna polisa bezpieczeństwa. To jest sygnał dla Moskwy: Polska nie jest ziemią niczyją, Polska nie jest strefą buforową, Polska nie jest przedmiotem cudzych układów. Polska jest twardym centrum wschodniej flanki NATO.
Ale amerykańska baza w Polsce to nie tylko gwarancja militarna. To także gwarancja stabilizacji gospodarczej. Tam, gdzie pojawia się strategiczna infrastruktura USA, tam pojawia się bezpieczeństwo inwestycji i długofalowe interesy. Żołnierze, dowództwa, magazyny sprzętu, atom, LNG, nowoczesne technologie i współpraca przemysłowa tworzą sieć powiązań, której nie da się łatwo zerwać. Im więcej Ameryki w Polsce, tym więcej bezpieczeństwa dla polskich rodzin, polskich firm i polskiej przyszłości.
Dlatego stała obecność USA w Polsce powinna być traktowana także jako wielki projekt gospodarczy. Baza wojskowa, infrastruktura logistyczna, energetyka jądrowa, dostawy LNG, cyberbezpieczeństwo, półprzewodniki, sztuczna inteligencja, przemysł obronny i transfer technologii tworzą jeden ekosystem. To są miejsca pracy, zamówienia dla polskich firm, rozwój lokalnych społeczności, nowe kompetencje dla inżynierów i realne zakotwiczenie Polski w najnowocześniejszej gospodarce świata. Polska nie może być tylko rynkiem zbytu. Polska musi stać się partnerem technologicznym i przemysłowym USA w Europie Środkowej.
Donald Tusk, osłabiając relacje Polski z USA, osłabia więc nie tylko nasze bezpieczeństwo militarne, ale także naszą szansę rozwojową. Każde opóźnienie w atomie, każda utracona inwestycja, każdy sygnał niepewności wysłany do Waszyngtonu oznacza mniej technologii, mniej miejsc pracy i mniej pieniędzy w polskiej gospodarce. Polska potrzebuje dziś polityki, która rozumie, że bezpieczeństwo i rozwój są dwiema stronami tej samej monety. Więcej Ameryki w Polsce to nie tylko więcej żołnierzy. To także więcej inwestycji, więcej technologii, więcej energii dla gospodarki i więcej szans dla polskich rodzin.
W najważniejszym momencie od dekad Polska ma premiera, który zdaje się tego nie rozumieć albo nie chce zrozumieć. Donald Tusk przez lata robił wiele, aby osłabiać więź Europy z Ameryką, podważać zaufanie do Stanów Zjednoczonych, atakować amerykańskich przywódców i wciągać relacje transatlantyckie w swoją partyjną wojnę. Dziś, gdy pojawia się szansa na przeniesienie dodatkowych sił USA z Niemiec do Polski, premier polskiego rządu mówi, że nie chce ich „podbierać”. To słowo powinno przejść do historii jako symbol polityki, w której interes Niemiec i dobre samopoczucie europejskich elit stawia się wyżej niż bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Publiczne wypowiedzi Tuska o tym, że Polska nie powinna „podbierać” żołnierzy USA z Niemiec, były szeroko odnotowane w maju 2026 roku.
To nie jest odpowiedzialność. To jest kapitulacja wyobraźni strategicznej. Polska nie „podbiera” żołnierzy. Polska wzmacnia wschodnią flankę NATO. Polska nie rozbija solidarności europejskiej. Polska buduje jej realny fundament. Bo jeśli amerykańscy żołnierze będą w Polsce, to Europa będzie bezpieczniejsza.
Tego celu nie osiągniemy z Donaldem Tuskiem jako premierem. Nie osiągniemy stałej amerykańskiej bazy w Polsce z człowiekiem, który przez lata traktował relacje z USA jako narzędzie własnej gry politycznej. Nie zbudujemy zaufania w Waszyngtonie, gdy szef polskiego rządu raz poucza Amerykanów, raz ich obraża, raz straszy rozpadem sojuszu, a raz tłumaczy, że nie wypada wzmacniać Polski, bo mogłoby się to nie spodobać Niemcom.
Polska potrzebuje dziś odwagi, realizmu i jednoznaczności. Potrzebuje polityki, która mówi jasno: chcemy więcej Ameryki w Polsce, bo chcemy więcej bezpieczeństwa dla Polski. Chcemy stałej bazy USA, bo chcemy trwałego pokoju. Chcemy strategicznego partnerstwa z Waszyngtonem, bo wiemy, że przyszłość Europy Środkowej rozstrzyga się nie w salonowych deklaracjach, ale w realnych zdolnościach wojskowych, gospodarczych i technologicznych.
Ten dokument pokazuje, jak przez lata Donald Tusk osłabiał relacje Polski i Europy ze Stanami Zjednoczonymi. Pokazuje kalendarium błędów, zaniechań, wypowiedzi i decyzji, które zmniejszały naszą wiarygodność, osłabiały pozycję negocjacyjną i odbierały Polsce szanse. Ale ten dokument nie jest tylko aktem oskarżenia. Jest także wezwaniem do działania.
Musimy wrócić do polityki, która rozumie, że Polska to nie peryferyjny kraj Europy, lecz strategiczne centrum bezpieczeństwa naszego kontynentu. Musimy zabiegać o stałą amerykańską bazę w Polsce. Musimy budować wspólne interesy wojskowe, energetyczne, technologiczne i gospodarcze. Musimy wykorzystać moment, którego historia może nam drugi raz nie dać.
Bo obecność Ameryki w Polsce to szansa, której nie wolno zmarnować.

