Przez wiele lat po 1989 roku rozwój Polski miał swoją wyraźną geografię. Były miejsca, które rosły szybko, przyciągały kapitał, inwestycje i ludzi. Były też takie, które z roku na rok traciły znaczenie, zmagając się z odpływem młodych, niedoborem infrastruktury i brakiem perspektyw. Polska lokalna – ta gminna i powiatowa – zbyt często pozostawała na marginesie wielkich procesów rozwojowych. Wmawiano jej, że musi poczekać, że jej czas dopiero nadejdzie, że rozwój przyjdzie z zewnątrz, kiedy spłynie z największych ośrodków.

Zmiana, która nastąpiła w ostatnich latach, była czymś więcej niż korektą polityki gospodarczej. Była zmianą filozofii państwa. Rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął decyzję, że Polska nie może rozwijać się tylko tam, gdzie jest najłatwiej i najbardziej opłacalnie z punktu widzenia wielkiego kapitału. Polska musi rozwijać się wszędzie. W każdej gminie, w każdym powiecie, w każdej małej ojczyźnie. To nie był slogan. To była konkretna decyzja, za którą poszły rekordowe środki finansowe i największy w historii program wsparcia dla samorządów.

Prawo i Sprawiedliwość podkreśla, że wszystkie inwestycje są inwestycjami w przyszłość Polski. Ale ta przyszłość nie może być przywilejem wybranych. Musi być wspólna, dostępna i odczuwalna w codziennym życiu milionów Polaków – także tam, gdzie przez lata inwestycje omijały całe społeczności. Dlatego państwo po raz pierwszy od wielu lat tak zdecydowanie wkroczyło w obszar inwestycji lokalnych – jako realny inwestor, który bierze odpowiedzialność za rozwój całego kraju.Szczególnym symbolem tej zmiany było skierowanie wsparcia do miejsc, które przez lata były najbardziej zapomniane – w tym do terenów popegeerowskich. To właśnie tam, gdzie transformacja ustrojowa pozostawiła najgłębsze rany, państwo zdecydowało się działać najmocniej. Była to decyzja nie tylko gospodarcza, ale przede wszystkim cywilizacyjna – przywracająca wiarę w to, że Polska jest wspólnotą równych szans.

W efekcie Polska zaczęła się zmieniać w sposób widoczny dla każdego. W całym kraju pojawiły się tysiące inwestycji, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawały się nierealne. Samorządy odzyskały zdolność działania, a mieszkańcy zobaczyli, że rozwój nie jest abstrakcją, lecz realną zmianą ich codzienności. Widać to dziś w całej Polsce – w nowych drogach, szkołach, inwestycjach lokalnych. Widać to także na tysiącach tablic, które stoją przy tych inwestycjach i przypominają, że państwo polskie wróciło do swoich obywateli.

Najważniejsze było jednak to, że Polska zerwała z myśleniem, iż rozwój może być oparty wyłącznie na środkach europejskich. Oczywiście fundusze unijne pozostają ważne, ale to państwo polskie wzięło na siebie ciężar finansowania rozwoju lokalnego na niespotykaną dotąd skalę. To był moment odzyskania suwerenności rozwojowej – zdolności do decydowania o własnych priorytetach i realizowania ich z własnych środków.

Dlatego dziś przedstawiamy propozycję skierowaną do samorządów w ramach Zespołu Pracy dla Polski – jako jasny azymut działań na najbliższe lata. To nie jest zbiór haseł. To jest konkretny plan przywrócenia inwestycji, przywrócenia dynamiki rozwoju i przywrócenia państwa, które działa razem z samorządami, a nie zostawia je same.

Skandalem jest to, że ten sprawdzony i skuteczny model został zatrzymany. Zablokowanie programów inwestycyjnych dla Polski lokalnej to decyzja, która uderza bezpośrednio w mieszkańców gmin i powiatów. To konsekwencja błędów obecnego rządu i ogromnej dziury budżetowej, która paraliżuje dziś zdolność państwa do działania.

Ale Polska nie jest skazana na stagnację. My wiemy, jak odwrócić ten proces. Wiemy, jak na nowo uruchomić mechanizmy rozwojowe, które już raz zadziałały. Wiemy, jak przywrócić inwestycje do każdej gminy i każdego powiatu.

Polska może znów stać się jednym wielkim placem budowy. I dokładnie to chcemy zrobić.

Bo rozwój Polski nie może być przywilejem. Rozwój Polski musi być prawem każdego obywatela.